To, że kocham Edynburg nie jest tajemnicą. Piszę o tym, mówię i pokazuję na instagramie. To miasto jest tak urzekające, piękne i zwyczajnie przyjemne do zamieszkania, że nie mieści mi się czasem w głowie, że wylądowałam tu zupełnie przypadkiem.

W mojej klasie w liceum Kopernika w Warszawie była wymiana ze Szkockimi uczniami. Wtedy nie miałam pieniędzy, żeby na nią pojechać i strasznie żałowałam. Mój kolega jechał i poprosiłam go o zakładkę do książki. Przywiózł mi zakładkę z Edynburga i od tamtej pory to miasto nie dawało mi spokoju. Kiedy mój tata zaproponował, żebyśmy z moją siostrą przyjechały do UK na weekend się zanim spotkać, wiedziałam, że to spotkanie musi być w Edynburgu.

Był początek grudnia, zimno i mrocznie. Jechaliśmy autobusem dwupoziomowym, oczywiście na górze z nosami przyklejonymi do panoramicznej szyby. Najpierw zobaczyłam zamek na wulkanicznej skale, potem małe domki nad parkiem (Ramsay Garden), monument Waltera Scott'a, małe uliczki z kocimi łbami.

Poszliśmy na mule do restauracji na Rose Street, potem na gofry i gorącą czekoladę z marshmallows do Princess Gardens. Zakochałam się w tym mieście i wiedziałam, że chcę w nim chodzić na wykłady w jesiennym płaszczu do starego budynku szkoły medycznej, ze szkieletami dwóch słoni pilnującymi wejścia. Przez następne trzy lata tak było, a słonie dzielnie stoją i pilnują przyszłych medyków do dziś.

Moja relacja z Edynburgiem zmieniała się przez ostatnie 12 lat. Tutaj pracowałam w McDonaldzie, sprzątałam domy bogatych francuzów na Bruntsfield, sprzedawałam zapachowe świeczki J.K Rowling, kupowałam suknię ślubną, uciszkałam rytmicznie klatkę piersiową młodej kobiety sama czując jak moje 7 miesięczne dziecko rusza się w moim brzuchu.  Tu jechałam nocą z silnymi skurczami przez Meadows do szpitala urodzić moją córkę, leżałam na intensywnej terapii po porodzie wdzięczna medycynie i lekarzom, że uratowali mi życie. Tu moje ręce otwierały drogi oddechowe za wcześnie urodzonych niemowląt, napełniały ich płuca powietrzem, podawały surfaktant. Tu trzymałam za rękę 95 letnią kobietę z Isle of Lewis, która opowiadała mi o swoim życiu i o tym, że marzy zobaczyć wyspy na zachodnim wybrzeżu Szkocji jeszcze raz zanim umrze.
Tu chodziłam ulicami bez celu, bez nadziei, że dożyję jutra. Że warto dożyć jutra.

Edynburg to moja pierwsza dekada dorosłości.
Moje marzenia, te spełnione i te pozostawione.

Na moich akwarelach uwieczniłam moje ulubione piękne zakątki tego miasta. Jeśli kiedykolwiek stąd wyjadę takim je chcę zapamiętać. Magicznym i moim.

Akwarele są dostępne w moim sklepie Etsy, a wysyłka jest za darmo do końca sierpnia (na cały świat)







www.malgofrej.etsy.com