Niewiele jest takich blogów, gdzie zaglądam, żeby zobaczyć, co słychać u autorki. Wydaje mi się to trochę próżne, że sama piszę taki blog i zakładam, że moje życie jest na tyle interesujące, żebyście chcieli o nim czytać. Piszę wpis z serii "Ostatnio" z nadzieją na przepędzenie bloku pisarskiego, którego doświadczam od jakiegoś czasu.

Wydaje mi się, że nie mam już nic do powiedzenia. Albo, że ktoś powie to lepiej ode mnie, więc po co w ogóle zaczynać. 

Bez przedłużania przejdźmy do rzeczy. 


Co u mnie słychać? 


- Wróciłam do pracy. 
- Wyzdrowiałam z depresji. 
- Wyzdrowiałam ze stanów lękowych i paniki. 
- Od dwóch miesięcy diametralnie zmieniłam swój sposób jedzenia i podejście do diet i schudłam 8 kg. 
- Obejrzałam 4 sezony Gry o Tron w czasie tak krótkim, że Wam się nie przyznam. 
- Moja córka obejrzała film animowany "Sing" i od tamtej pory nieustannie śpiewa "I'm still standing" "Shake it off" albo "Oh my gosh, look at her butt", czasami Lewisa Capaldi, Coldplay i Bastille oczywiście. 
- Prawie skończyłam mój pierwszy kardigan na szydełku. 
- Rozkwitły klematisy w mieście 

Co jakiś czas się zaskakuje tym, że jestem szczęśliwa. Idę do pracy i czuję, że mam jakiś cel tego dnia. Trzymam pacjentkę za dłoń i patrzę w jej rozwodnione czasem błękitne oczy i mówię : mam na imię Maggie, będę tu jutro, myślę, że niedługo wróci Pani do domu. Idę korytarzami szpitala i patrzę przez okno na drugą stronę budynku, gdzie widzę inkubatory na NICU (neonatal intensive care unit), gdzie będę niedługo już pracować. Siedzę przy otwartym oknie w sypialni, patrzę na ruszające się gałęzie krzaka, dym z japońskiego cyprysa lekko tańczy w powietrzu, biorę łyk miętowej herbaty i czuję, że jest dobrze. A może nawet będzie jeszcze lepiej. 

Trudno mi opisać jak obce jest to uczucie, jak bardzo nie wierzyłam, że kiedyś je jeszcze poczuję. 

Jednocześnie jestem zmęczona. Złapałam norowirusa ostatnio w pracy i zupełnie wymiótł ze mnie ostatnie iskierki energii. Nie mam siły i chce mi się spać. Nie życzę tego najgorszemu wrogowi. 

Wystawa w Fieldwork Cafe


Z dobrych wieści mogę jeszcze powiedzieć, że moje malunki będą w sierpniu do zobaczenia w mojej ulubionej kawiarni Fieldwork na Fountainbridge w Edynburgu. Może nawet uda się zrobić jakiś wieczorek z otwarciem wystawy i różowym winem? Spełnienie marzeń. 

Adres:
105 Fountainbridge, EH3 9QE Edinburgh 

Prezent na Dzień Matki 





I ostatnia nowinka jest taka, że nadchodzi Dzień Matki a wraz z nim nowa edycja moich Kart Afirmacyjnych dla kobiet w ciąży i dla nowych mam. Zaprojektowałam nowe opakowanie, woreczek, stempel, kartę z instrukcją, no cud miód, mówię Wam. Karty są drukowane w Polsce i pakowane z troską przez moją siostrę Kasię, która jest współtwórczynią tego projektu.  

Do kupienia są w moim sklepie Etsy już teraz, a wysyłka jest prosto z Polski. To taki prezent, który naprawdę spowoduje uśmiech na twarzy młodej mamy czy nawet Waszej mamy, która poczuje się zrozumiana. Mama mojej przyjaciółki powiedziała, że bardzo by chciała, żeby takie karty istniały za jej czasów. 

Cena jest bardzo przystępna (specjalnie), bo zależy mi na idei tego projektu, czyli na pokazaniu kobietom, że wszystkie uczucia i emocje związane z macierzyństwem są w porządku. 






Linki : 


Mój sklep Etsy  z oryginałami akwareli oraz archiwalnej jakości reprodukcjami 


Do końca weekendu majowego na WSZYSTKO w sklepie jest przecena 20%. To jedyna przecena, która będzie miała miejsce przed Dniem Matki, więc warto zaopatrzyć się w karty, a może i notes dla mamy.