Każdy człowiek jest
kreatywny. Kreatywność to część inteligencji, chociaż nie tylko ludzie są kreatywni. Szukanie nowych rozwiązań, tworzenie nowych rzeczy, nieoczywiste rozwiązania — to wszystko jest kreatywnością.

A jednak słyszałam wiele osób, które mówiły, że nie są kreatywne. Ja nie wierzę, że świat dzieli się na tych, którzy są i na nie kreatywnych. Dzieli się raczej na tych odważnych i stłamszonych. Na dzieci, którym rodzic powiedział — twój brat jest kreatywny, a ty nie. Na uczniów, którzy na lekcjach plastyki uczyli się rozróżnić rodzaje kolumn w greckiej architekturze, zamiast malować widok za oknem szkoły albo własną dłoń. Na dzieci, które jako maluszki malowały każdego dnia, ale z każdym rokiem coraz mniej, bo radość z tworzenia została zastąpiona pracą na swoje ustalone już dawno miejsce w społeczeństwie.

Narracje, w których jesteśmy umieszczani jako dzieci, pozostają z nami w dorosłości i postanawiają za nas czy odważymy się użyć pędzla i akwareli. A przecież potrzeba upiększania naszego otoczenia jest w naszym DNA. Ludzie pierwotni upiększali swoje jaskinie malowidłami, rzeźbili narzędzia, które nie były tylko utylitarne, ale też piękne. Gdzie jest czas na tworzenie piękna w życiu człowieka w 21 wieku?

Czasem mówię o sobie, że jestem kreatywną duszą. Bo do końca nie wierzę, że jestem kreatywnym człowiekiem. Rozumiem przez to, że doceniam sztukę i przynosi mi ona przyjemność w życiu, ale do końca jej może nie rozumiem. Doceniam, obserwuję, ale nie śmiem nazywać się twórcą. Podważam istnienie mojej kreatywności ze strachu oceny otoczenia. A nawet przy tworzeniu bohomazów, nie da się zaprzeczyć, że to nadal jest proces tworzenia. Nazywanie tego po imieniu pozostaje już tylko zależne od mojej odwagi.

Ostatnio byliśmy na kolacji u znajomych, lekarka i fotograf, plus jeszcze jedna znajoma fotografka, ja i Kuba. Rozmawialiśmy na różne tematy, aż moja koleżanka wspomniała o moim malowaniu. A mnie zamurowało, czułam się zażenowana. Nie potrafię opowiadać o moich inspiracjach, o moim procesie malowania. Nie chciałam się przyznać, że zaczęło się to od terapii artystycznej w czasie mojej choroby, że słucham Harrego Pottera i opowieści o polarnych ekspedycjach, kiedy maluję. Że spędzam na tym prawie każdą wolną chwilę i kiedy maluję, czuję, że jestem naprawdę sobą. To wszystko wydawało mi się żałosne.

Czy kreatywność kiedykolwiek jest żałosna? Czy można w taki sposób oceniać kreatywny wysiłek drugiego człowieka? Skąd bierze się w nas taki strach przed pokazaniem owoców naszej kreatywności?

W świecie, w którym czas to pieniądz możliwe, że nie ma już miejsca na tracenie czasu nad kartką papieru akwarelowego i malowanie kwiatów i tańczących wróżek. Na zamyślenie się i spojrzenie za okno na ruszające się pąki klematisu.

Moja córka co jakiś czas mówi -chcę malować. Ja ostatnio mówię tak samo i maluję każdego dnia.
Kreatywność to inteligencja, która się dobrze bawi. Życzę Wam i sobie więcej czasu i odwagi na zabawę w codzienności.



***

Limitowana seria pięknie wydanych notesów z moimi akwarelami na okładce : KLIK