Znowu zmieniłam pracę.

Tym razem to już ostatni krótki kontrakt i potem mam nadzieję albo zostać lekarzem-freelancerem (pracować jako „locum”, czyli łapać wolne dyżury) albo znajdę jakiś dłuższy kontrakt. Pracuję na ginekologii i położnictwie w tym momencie i bardzo mi się podoba. Oddział nie jest za duży głównie jest prowadzony przez położne, więc często, kiedy omawiamy porody z ostatnich 24 godzin na porannej odprawie jedyne, co jest powiedziane na temat nowych mam to „ she came in and had a baby”. I takie porody są najlepsze.

Moja rola to asystowanie przy planowanych cesarskich cięciach, badanie pacjentek, które przychodzą na triage (24-godzinny oddział, gdzie kobiety w ciąży dzwonią i albo otrzymują poradę przez telefon, albo przychodzą na KTG i badania), badam pacjentki na oddziale ginekologicznym i położniczym, przyjmuję w szpitalnej przychodni ginekologicznej, zajmuję się pacjentkami na oddziale noworodkowym.


Wolę kobiety


Myślę, że tak lubię tę pracę, bo wolę kobiety od mężczyzn.

Lubię z nimi rozmawiać, żartować, zadawać im pytania i dawać im do zrozumienia, że żadna odpowiedź nie jest głupia czy zaskakująca. Uwielbiam, kiedy na sali operacyjnej są same kobiety: i chirurg, ja jako asysta, instrumentariuszka, anestezjolog, pacjentka. Czasem leci jakaś muzyka w tle a ja sobie myślę o tym, jak daleko zaszłyśmy jako kobiety. Podziwiam, jak chirurg zgrabnie operuje, jak anestezjolog skrupulatnie zapisuje obserwacje, instrumentariuszka liczy wszystko na swojej tacy. Każda z nas wykonuje dobrze swoją pracę. Takie to zwyczajne, a jednocześnie czasem mnie wzrusza.

Jedno z moich ulubionych zajęć w pracy to szukanie pytań, które dają mi dokładnie tę informację, której potrzebuję. Na przykład, kiedyś pytałam pacjentów, czy mają jakieś przewlekłe choroby. I tak niektórzy odpowiadali, że nie, ale wiedziałam, że to nie prawda, bo brali leki na nadciśnienie, na wysoki cholesterol i byli pod opieką przychodni onkologicznej z powodu raka prostaty. Teraz pytam: “what do you see your GP about on a regular basis?” Czyli: „Z jakimi sprawami chodzisz regularnie do swojego lekarza rodzinnego ?’ - i zwykle otrzymuję dokładnie taką odpowiedź, jakiej potrzebuje.

Przepraszam, że jestem kobietą


Po paru miesiącach zbierania wywiadu ginekologicznego zauważyłam, że często kobiety są zakłopotane tym, że ich dolegliwości są nieregularne, albo skomplikowane. Zaczynają przepraszać, zanim nawet powiedzą dokładnie, co się dzieje z ich ciałem. A mnie to tak interesuje! Chcę wiedzieć dokładnie, kiedy mają okres, czy boli, czy są obfite. Czy boli ich uprawianie seksu, czy krwawią po seksie, czy krwawią między miesiączkami. To wszystko jest ważne i mnie interesuje jako lekarza. Często pytam kobiety, co je martwi w ich zdrowiu ginekologicznym. I wtedy też otrzymuję dobre odpowiedzi. Dobre, to znaczy szczere i pomagające mi skupić się na znalezieniu dobrego rozwiązania dla danej kobiety. Bo dla jednych problemem będzie ból, dla innych miesiączki, dla jeszcze innych forma antykoncepcji, która nie będzie wpływała na ich zdrowie psychiczne.

Pracując na ginekologii i położnictwie uczę się otwartości na ludzi i ich seksualność, odchodzę od jakichkolwiek założeń czy przypuszczeń. Zawsze pytam: z kim dziś przyszłaś do przychodni? Zamiast zakładać relację między dwojgiem ludzi. Ile masz dzieci i ile razy byłaś w ciąży to dwa bardzo różne pytania. Nadal uczę się dobrze reagować na różne informacje, na wyniki mojego badania.

Słowa stające w gardle


Ćwiczę, żeby słowa nie grzęzły mi w gardle, kiedy muszę powiedzieć: pani szyjka macicy jest w pełni otwarta, w ciągu paru godzin urodzi pani dziecko, przykro mi, w 20. tygodniu nie będziemy go w stanie uratować.

Przykro mi. To takie niewystarczające ułomne stwierdzenie. Rujnujące czyjś dzień w subtelny, ale definitywny sposób.

Najbardziej wzruszają mnie ojcowie, którzy płaczą. Siedzą na sali operacyjnej w ubraniu chirurgicznym, często zza krótkimi spodniami w za małych Crocsach, ściskają rękę, odgarniają kosmyki z twarzy, podają miski do wymiotów, unikają odbicia pola operacyjnego w lampach nad stołem. A potem płaczą, całują w czoło, mówią: mamy córeczkę, you’re amazing, you did it.

A ja wracam do trzymania nitki, podążam za położnikiem i zręcznymi ruchami jej dłoni, spoglądam na macicę, która obkurcza się do wielkości pięści, mimo że sekundy wcześniej była dojrzałym arbuzem.