Jutro kończę 30 lat.

Siedzę w ładnym pokoju hotelowym na Shoreditch w Londynie i cieszę się, że już nie wymiotuję. Taka ironia losu, że wyjechaliśmy do Londynu dzień po tym, jak Mania wyzdrowiała i niestety okazało się, że przyszedł czas na mnie. Miałam wiele planów na moje trzydzieste urodziny, ale życie jak zwykle mnie zaskoczyło.

Poniżej spisałam kilka rzeczy, które ostatnio chodzą mi po głowie. Urodziny to dla mnie zawsze czas refleksji o tym, jaki był poprzedni rok i jakie mam marzenia na przyszłość.

Kreatywność


Medycyna mi nie wystarcza i potrzebuję kreatywności w moim codziennym życiu. Nawet jeśli ma to oznaczać wczesne wstawanie, żeby pisać, siedzenie wieczorami, żeby składać podkast i tłumaczenie znajomym, którzy nie rozumieją dlaczego robię coś innego poza pracą, że nie zrezygnuję z mojej kreatywności.

Czytałam ostatnio książkę "Big Magic" Elizabeth Gilbert i mimo, że nie chciałam jej lubić, to odkryłam w niej wiele prawdy na temat życia w zgodzie ze swoją kreatywnością. Z tym, że trzeba ją szanować, nie wymagać od niej za wiele (na przykład tego, że będzie na siebie sama zarabiać), zabierać ją na randki i pielęgnować. Mam wielką nadzieję, że przez kolejne lata poznamy się jeszcze lepiej i będę mogła realizować swoje wymarzone projekty i pomysły w zgodzie z moją kreatywnością. 


Zdrowie 


Jako lekarz mam zdrowe podejście do zdrowia. To znaczy zdaję sobie sprawę, że nie da się wielu problemów przewidzieć, ani im zapobiec. Ostatnio borykam się z kilkoma problemami zdrowotnymi i mimo mojego pragmatyzmu jestem zaskoczona, jak wiele wysiłku wymaga powrócenie do równowagi po trudnym czasie choroby. 

Przyjaźń


Jestem pogodzona ze straconymi przyjaźniami, z drogami, które się rozeszły. I jednocześnie wdzięczna za to, co było dobre, za wspólnie spędzone kluczowe lata naszego rozwoju osobowości, za wspólny śmiech i za to jak się nawzajem ukształtowaliśmy. 

Piękne życie 


W mojej poprzedniej pracy w dużym szpitalu psychiatrycznym kiedy byłam "on call" czyli lekarzem dyżurnym pod moją opieką było 450 pacjentów. Wieczory i noce spędzałam na bieganiu między oddziałami. Wysyłałam pacjentów na SOR, bo niektórzy byli w stanie krytycznym i wymagali szybkiej interwencji medycznej, której nie byłam w stanie im zapewnić w szpitalu wyposażonym tylko dla potrzeb zdrowia psychicznego. Na jednym z takich dyżurów zobaczyłam samą siebie w odbiciu okna kiedy przebiegałam akurat między budynkami w drodze do krytycznie chorego pacjenta (który niestety umarł po przewiezieniu do szpitala). W granatowej tiulowej spódnicy, z włosami zaplecionymi w warkocz francuski, pagerem i stetoskopem na szyi, poczułam się jak w 100% ja. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale w tamtym momencie poczułam, że jestem dokładnie w miejscu, w którym powinnam być, że spełniam swoje zadanie na tym świecie, że pięknie żyję akurat w tej chwili.

Do takiego samopoczucia chcę dążyć przez następne lata. Do pięknego życia, jako najlepsza wersja siebie. 

Moim celem w życiu jest nie tyle przetrwać,ale pięknie rozwijać się i trwać;i aby robić to z pasją i empatią,z humorem i choć niewielkim taktem".
Maya Angelou

PS. z okazji moich urodzin zbieram pieniądze na Fundację SANDS (Stillborn and neonatal deaths charity), która zajmuje się wspieraniem rodzin, które doświadczyły narodzin zmarłego dziecka lub śmierci noworodka. Byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście mogli rozważyć małą darowiznę. Dziękuję!  

Link do zbiórki