Na wakacjach ma się te same problemu, co w domu.



Myślałam, że kiedy oderwę się od codzienności, moje problemy znikną. O naiwności! Siedziałam na ganku przed domem moich rodziców i nadal trząsł mną ten sam niepokój, który coraz częściej wita w mojej codzienności. Najgorsza była ta piękna pogoda. Kolejny dowód na to, że świat nie rozumie mojej historii i tego, o co mi chodzi. Pojechaliśmy na Mazury z Kubą i pogoda się zepsuła. Odetchnęłam z ulgą i zanurzyłam w lekturze. Pod koniec naszego pobytu w końcu się zrelaksowałam, ale na własnej skórze poczułam, że prawdziwe jest zdanie mojej koleżanki, z którą pracowałam na ortopedii, która porzuciła pracę i pojechała w świat: „wherever you go, you take your demons with you”.



Zgubiłam różowe okulary.



Zatrzymaliśmy się na Saskiej Kępie i co jakiś czas chciałam się zachwycić otoczeniem. Owszem, jest bardzo zielono, jest wiele przyjemnych miejsc gastronomicznych, fajnie jest się przejść Francuską i iść do Parku Skaryszewskiego. Coraz rzadziej widzę Warszawę jako to piękne miasto pełne wspomnień. Teraz bardziej zwracam uwagę na takie rzeczy, w jaki sposób można sobie w tym mieście zorganizować życie. Czy jest szansa na życie bez samochodu, na spacerowanie do przedszkola z dzieckiem, a potem do pracy, na życie blisko natury i w powolnym tempie. I pewnie jest, ale w czasie tego wyjazdu do Warszawy uświadomiłam sobie, że coraz częściej widzę ją i oceniam jako osoba z zewnątrz, nie noszę już różowych okularów i widzę też brzydkie elementy tego miasta, niewygody, biedę, smutek ludzi w tramwajach. Ma to swój urok.



Zmarłe przyjaźnie są ok.



Zwykle, kiedy jesteśmy w Polsce, staramy się zobaczyć z tymi samymi znajomymi, co często jest dość problematyczne, bo jesteśmy na krótki okres, chcemy spędzić czas z rodziną i trochę odpocząć. Z roku na rok spotykamy się z coraz mniejszą grupą znajomych. Mogłabym przewidzieć jakie rozmowy byśmy prowadzili, gdybyśmy się spotkali.



- Jak tam praca?

- A dobrze, jestem w nowej firmie od paru miesięcy

- A jak u Was?

- Spoko, powoli się życie toczy

- Myślicie o kupnie mieszkania ? - (w Polsce wszyscy znajomi już mają własne)

-Jeszcze nie, nie wiemy, co dalej będziemy robić, więc nie chcemy się uwiązywać kredytem do jednego miejsca

- Myślicie o powrocie?

- Czasami tak, innymi razy nie, zależy od pogody (śmiech).



Przyjaźnie i znajomości wygasają, to naturalne. Jeśli jedyne co nas łączy to sentyment do wspólnie przeżytych chwil i okresów naszego życia, staram się poczuć wdzięczność za to, co było i nie oszukiwać się, że ta przyjaźń nadal istnieje. Oczywiście są osoby, z którymi człowiek nie spotyka się przez lata, a przy sprzyjających okolicznościach może gadać nad jednym piwem do 2 rano. Są też osoby, z którymi świetnie się spędza czas niezależnie od okoliczności, i tęskni się za ich towarzystwem. Takie znajomości są łatwe do utrzymania, zwłaszcza jeśli te uczucia są odwzajemnione. Te inne warto odpuścić, bez żalu i smutku a z wdzięcznością za to, co było dobre w przeszłości.



W moim przypadku w czwartej dekadzie życia relacje z ludźmi to już nie jest czas budowania tożsamości, chodzenia w stadzie w jednym kierunku czy próba znalezienia drugiej połówki. Jest też coraz mniej czasu na beztroskę i zabawę, która towarzyszyła nam, kiedy byliśmy młodsi. Wiem, kim jestem i przyjaźnie i znajomości, które minęły, ukształtowały mnie do pewnego stopnia. Teraz mam wolność do spędzania czasu w zgodzie ze swoimi wartościami, w tym na relacjach, ale tylko niektórych.



Do następnego przyjazdu, Polsko! Mam nadzieję, że jesienią.

Photo by Maciej Ostrowski on Unsplash