• Any plans for the weekend? - standardowe pytanie zadawne czasem już w środę po południu w pracy. Środa to “hump day” - już tylko dwie noce do wolności.
  • I’m going to Amsterdam.
  • Are you getting high? - myślę sobie, standardowe pytanie w szpitalu psychiatrycznym?
  • No, I’m going to watch my two year old so she doesn’t drown in the canals.


Mniej więcej takie oczekiwania miałam wobec Amsterdamu. Że wszyscy wokół nas będą się świetnie bawić, a my będziemy ganiać z duszą na ramieniu, żeby Mania nie wpadła do wody.

A jak było naprawdę?

Tak, że wróciłabym na dwa tygodnie i pewnie nadal się nie nasyciła atmosferą tego miasta, ale zbankrutowała, bo ceny hoteli/airbnb są tak wygórowane.

Co tu dużo mówić, zakochałam się i prawie zaczęłam uczyć holenderskiego zanim jeszcze wyjechaliśmy z tego miasta. Może chociaż jakiś doktorat bym zrobiła? Pytałam Kubę popijając kawę na ławce przed kawiarnią w dzielnicy Oud West.

W tym roku stuka nam trzydziestka, więc planujemy kilka wyjazdów, żeby świętować. Kuba chciał, żeby Mania pojechała z nami, ja wybrałam miejsce i wszystko zaplanowałam. Miałam mu nic nie mówić do momentu wyjazdu, ale oczywiście nie wytrzymałam.

Czas spędziliśmy na siedzeniu w parku i piciu piwa, chodzeniu po dzielnicach Jordaan i Oud West i zaglądaniu ludziom w okna, na placach zabaw i pijąc dobrą kawę. Czyli trochę tak jak spędzamy każdy weekend, ale w nowym mieście. Na jeden dzień poszyliśmy do ZOO i chociaż Marysia chodziła z oczami jak pięciozłotówki i powtarzała tylko “wow, wow” to nie wiem czy pójdę jeszcze kiedykowiek w życiu do ogrodu zoologicznego. Nawet przy wszystkich programach zachowywania gatunków nie podoba mi się trzymanie zwierząt na uwiezi tylko dla ludzkiej rozrywki. Ogród jest przepięknie zaprojektowany, z dużą ilością starej roślinności, ale mimo tego nie zachęcam do jego odwiedzania.

Zastanawiałam się dlaczego tak bardzo zauroczyło mnie to miasto i mam kilka pomysłów. Głównie dlatego, jak łatwo było nam tam spędzać czas jako rodzina. Chodziliśmy wszędzie na piechotę, zatrzymaliśmy się w hotelu na terenie parku Westerpark, więc po spacerach mogliśmy usiąść na trawie i odpocząć, czy zaliczyć kolejny plac zabaw z Manią. Wszędzie było dużo dzieci, a dla mnie to jest definicja miejsca przyjaznego rodzinom. Tam, gdzie jest dużo innych dzieci, nie martwie się o to, co robi moje. Zafascynowała mnie też piękna architektura, krzywe domki z hakami przy okienku na samej górze, domy-łódki, ludzie czytający książki oknach - aż się prosiło, żeby chodzić tymi ulicami i zaglądać do salonów, żeby zobaczyć, jak im się mieszka. NIe poszliśmy do żadnego muzeum, bo był to nasz plan zapasowy na deszczowy dzień, który nie nastąpił. Podejrzewam, że ten niedosyt to duża część mojej miłości do tego miejsca.

Ostatecznie prawie nic w Amsterdamie nie widzieliśmy, trochę wtopiliśmy się w tłum, za każdym razem w kawiarniach ludzie zaczynali do nas mówić po holendersku ( a może do wszystkich tak zaczynają? nie wiem).

Powiedziałam Kubie, że chętnie tam wrócę na moją czterdziestkę.

Najchętniej sama i to na tydzień. Przyjadę z notatnikiem, wynajmę rower i będę jeździła bez mapy i celu, pisała na ławce przy kanale, a na koniec dnia brała kąpiel w pokoju z widokiem na dachy i oknem otwartym na oścież.

PS. Napiszę jeszcze wpis z listą adresów, które odwiedziliśmy.

A teraz czas na zdjęcia :





























Kto tu ogląda kogo? 








Imprezka w parku, mieli bbq i nawet bunting sobie rozwiesili, a co!


Zabawy uliczne