Moim głównym problemem z mediami społecznościowymi jest ciągły natłok informacji od ludzi, którzy wiedzą, jak żyć lepiej ode mnie.


Nauczą mnie nie tylko, jak być lepszą kobietą, żoną, matką, jak sobie radzić z emocjami dziecka, jak zarządzać finansami, jak przygotować dziecko na szczepionki,
ale nawet, jak umeblować sypialnię dziecka w stylu Montessori! Powinnam być wdzięczna, za to, że żyje w takich oświeconych czasach, ale tak naprawdę jest to dla mnie niezwykle męczące.

Przecież dobrze jest mieć dostęp do tylu informacji, móc prowadzić życie na lepszym poziomie dzięki wiedzy innych ludzi, którzy już doszli na poziom ekspertyzy w danej dziedzinie. Ale dlaczego mam sobie stawiać poprzeczkę tak wysoko? Dlaczego mam być idealną mamą, mieć idealnie zorganizowany dom, kisić odpady, planować wczesną emeryturę i jednocześnie rozwijać swoją inteligencję emocjonalną? Czyje to są wymagania?

Wydaje mi się, że moje pokolenie w jakiś sposób się załamie pod presją osiągania sukcesów w każdej dziedzinie życia. Tym bardziej, że nasze doświadczenie nauki życia jest bardzo jednostronne (objaśniające), a nie empiryczne czy incydentalne, tak jak w przypadku naszych rodziców i poprzednich pokoleń.

Od czasu do czasu mam poczucie dużego niepokoju z tego powodu. Myślę sobie, że nie tylko coś mnie omija, bo nie robię wszystkich kursów internetowych i nie uczę się być lepsza w wielu dziedzinach życia, ale że moi rówieśnicy są tak daleko przede mną, że już nawet nie widzę peletonu. W takich momentach potrzebuję wsłuchać się w trzy dźwięki, które mnie otaczają, nazwać trzy przedmioty, które znajdują się w moim otoczeniu i poruszyć trzema częściami ciała, żeby sobie uświadomić, że moje życie jest dobre.

Jest okej żyć zwyczajnie.
Znaczna większość ludzi na świecie żyje zwyczajnie.
Wystarczy poznać swoje wartości i żyć w zgodzie z nimi, żeby być szczęśliwym, a wszystko inne jest drugorzędne.

Zadowolenie z życia nie jest celem samym w sobie, a przynajmniej dla mnie nie jest.
Dobre życie, bycie dobrym człowiekiem, dobrym lekarzem, dobrą mamą, dobrą bratnią duszą - to się tak naprawdę liczy.

I pewnie jest i na to kurs internetowy, ale ja za niego podziękuję.