Masz 30 lat i nie odniosłaś jeszcze sukcesu? Oto 5 powodów dlaczego.




Trzydziestka na karku. Trzy dekady życia w erze porównywania się do innych. Nie jest łatwo.

Szacuję, że nasi rodzice mieli około 50 osób z którymi się porównywali w ciągu swoich lat dwudziestych. Najbliżsi znajomi, rodzina, plus czasem jakieś osoby z gazet i telewizji. 
My nie mamy tego luksusu.  Memy przypominają, że mamy w dobie tyle samo godzin, co Beyonce, o 10 lat od nas młodsi Youtuberzy kupują całe kamienice w Londynie. 

Z drugiej strony chcemy żyć inaczej, wolniej, na własnych zasadach. Mieć tyle wolności, żeby móc odejść z każdej sytuacji w własnym kierunku. 

Tylko to nie jest łatwe w połączeniu z 60 godzinami pracy w korporacji/ szpitalu tygodniowo. Nasza poprzeczka sukcesu jest postawiona tak wysoko, jak poziom szyi w grze skakania w gumę, w którą bawił się każdy z nas na polskim betonowym podwórku circa 1995. 

Ale czy możemy brak sukcesu przypisać tylko i wyłącznie za wysoko postawionej poprzeczce? Czy nasze poczucie niespełnienia wywodzi się ze zbyt jaskrawego kontrastu z rzekomym spełnieniem tych, którzy nas otaczają. 

Zastanawiam się nad tym od czasu do czasu kiedy ewaluuję swoje cele i osiągnięcia. 

Zastanawiam się na przykład dlaczego mój blog nie jest bardziej popularny. Dlaczego czyta mnie niespełna parę tysięcy osób, podczas gdy blogi z podobnymi treściami cieszą się ogromną popularnością. 

Oto powody, które zdołałam zidentyfikować: 



1. Nie wykonałaś jeszcze swojej pracy 



Nie piszę na tyle regularnie, na tyle dobrze, na tyle interesująco, żeby porwać za sobą tłumy. 
Taka jest gorzka prawda, której często nie chcemy zobaczyć. Brak osiągnięć wynika z braku włożonego wysiłku. 

Jeśli na lato nie mam płaskiego brzucha, zapewne zimę spędziłam jedząc cornflaki prosto z pudełka oglądając The Crown zamiast ćwiczyć z Chodakowską. Tak samo jest z pisaniem. Brak sukcesu jest prawdopodobnie odzwierciedleniem ilości i jakości wysiłku włożonego w pracę, aby do niego dojść. Potrzeba 10 000 godzin, żeby zostać ekspertem w jakiejkolwiek dziedzinie. Powoli staję się ekspertem w byciu lekarzem, ale jeszcze nie pisarzem. A to też moje marzenie. 

Rozwiązanie - pisać więcej i lepiej, pisać nawet kiedy nie ma weny. Spędzać swój czas świadomie i celowo. 


2. Brak kierunku 


Jeśli nie wiesz dokąd idziesz, są małe szanse, że dojdziesz tam, gdzie chcesz. Takie to oczywiste, ale jaki procent dwudziestoletnich ludzi wie, jak wygląda dla nich sukces? Jesteśmy jak dzieci we mgle, pochłonięte naszym relacjami, nauką, zabawą. Taki to czas życia i nie jest to złe. Ale nie dziwmy się, że tylko niektórzy z nas dojeżdżają do stacji z napisem 30 lat i czują, że zawsze mieli tam wysiąść, że to jest właśnie to. Znam kilka osób, które bardzo wcześnie wiedziały, czego chcą od życia i osiągnęły to przed skończeniem 30 lat, ale to jednostki. Spędzenie czasu na poznawaniu siebie też jest wartościowe i nie powinniśmy się za to karcić. Dajmy sobie czas na poznanie naszych marzeń. Dopiero wtedy możemy je zacząć spełniać. 

3. Nie otaczasz się właściwym ludźmi 


Jestem prawie pewna, że gdybym przypadkiem nie trafiła do liceum Kopernika, nie poszłabym na studia za granicę. Nie pisałam o tym jeszcze nigdy, ale dopiero kiedy poszłam do liceum poczułam, że mogę być sobą i że to jest w porządku. Mogę spędzać wieczory czytając książki, pisząc piękne (a teraz mega śmieszne) wypracowania na język polski, odrabiając sumiennie lekcje. Taka już byłam - nudna zaczytana Małgo i taka pozostałam. Ale dopiero teraz widzę, że nie jestem dziwakiem, tylko po prostu sobą. Otaczanie się ludźmi, którzy nas inspirują jest niezwykle ważne w drodze do wielkich rzeczy. Dlatego między innymi chcę kończyć specjalizację w Edynburgu albo przynajmniej UK. Podobno jesteśmy średnią pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu. Czy tego chcemy czy nie. 

4. Nie wiesz czym jest twoja pasja 


Najlepsza forma sukcesu moim zdaniem to połączenie pasji z pracą. Albo zrobienie pracy ze swojej pasji. Jeśli tracisz energię na zmienianie swojej pasji co chwilę, nie starczy jej na na rozwinięcie jednej z nich do poziomu sukcesu. Pędzimy za szybko, żeby się zatrzymać i zastanowić co przynosi nam czystą radość. Cytując polski klasyk : trzeba sobie w życiu zadać jedno bardzo, ale to bardzo ważne pytanie. Co lubisz robić najbardziej? I zacząć to robić. 

5. Nadal walczysz


Niektórzy z nas ( a może większość) żyją w trybie przetrwania a nie rozkwitu. Ci, którzy odnoszą sukcesy stoją na ramionach gigantów, poprzednich pokoleń, które już wygrały za nich walkę. Rodziców, którzy emigrowali w poszukiwaniu lepszego życia i poświęcili wszystko na edukację dzieci. Dziadków, którzy byli zamożni i zostawili spadek, kupili pierwsze mieszkanie.  Rodziny, która przekazała im pewne wartości i etykę pracy, zachęcała do rozwoju, zamiast podcinać skrzydła. Warto o tym pamiętać, kiedy wydaje Ci się, że biegniesz najszybciej jak możesz, ale nadal stoisz w miejscu. Twój wysiłek nie pójdzie na marne, ale możliwe, że nie zobaczysz jego efektu do takiego stopnia, jak byś chciała. 

To takie moje krótkie przemyślenia na temat sukcesu i osiągnięć. Dochodzę do wniosku, że najcenniejsza jest ewaluacja własnych pragnień, pasji, radości i zrobienie planu działania. Ale wszystko w kontekście mojej codzienności, moich realiów i możliwości, a nie hipotetycznych okoliczności. Nie mamy wpływu na to jakie karty nam zostały rozdane. Ale możemy starać się być najlepszymi graczami na świecie.