Mam ostatnio przesyt internetu.

Wydaje mi się, że wszystko jest takie samo, wszystkie konta na Instagramie tak samo stylizowane, wszyscy czytają te same książki, jeżdżą w te same miejsca, żeby zrobić te same zdjęcia.

Wyłączyłam sobie Newsfeed na FB i niczego mi nie brakowało. Jeśli chcę zobaczyć, co słychać u znajomych, piszę do nich wiadomość na Whatsapp zamiast śledzić ich na fejsie. Podobno z agresywną monetyzacją Facebook doświadczył dużego spadku w zaangażowaniu użytkowników. Ciekawa jetem do czego to prowadzi.

Ciekawa też jestem jakby to było zupełnie wylogować się i zacząć żyć poza realiami internetu.

Kiedy byłam na macierzyńskim i zaczęłam mocniej działać na Instagramie, zauważyłam, że pewne elementy codzienności dawały pewnym osobom przynależność do ścisłego grona instamatek.


Do takich akcesoriów należały między innymi :




  1. Kauczukowy smoczek 
  2. Czapeczki dla dziecka w kształcie czepka 
  3. Drewniane zabawki
  4. Drewniane koraliki do kauczukowego smoczka
  5. Ogrodniczki 
  6. Bluzki w paski 
  7. Świeże kwiaty
  8. Bambusowe miseczki z przyssawka 
  9. Świeczki Jo Malone 
  10. Lniane ubrania dla dzieci i pasujące ubrania dla mam 


Możliwe, że te atrybuty macierzyństwa odzwierciedlają grupę, którą obserwuję na instagramie - białe kobiety ze średniej i wyższej klasy społecznej, ale pominę ten fakt. Przez pewien czas chciałam być jedną z nich, ale szybko okazało się, że nigdy nie będę do tego grona pasować.

Dlaczego? 

1. Tylko to, co potrzebne 


Po pierwsze nie chcę wydawać dużo pieniędzy na dziecko. Może to brzmi dziwnie, ale od wyprawki, po zabawki i ubrania dla Mani staramy się nie wydawać za dużo pieniędzy. Kupujemy jej to, co jest potrzebne, oczywiście, ale bez rozrzutności. Tak samo podejmujemy decyzje, kiedy kupujemy sobie ubrania. ( Jedyne odejście od tej zasady miało miejsce w trakcie mojej fascynacji chustonoszeniem. )


2. Nie pasuję 


Poszłam raz na spotkanie na żywo instametek z okolic Edynburga i pasowałam tak, jak kwiatek do kożucha. Ja, po około 3 godzinach i 43 minutach snu, w leginsach, adidasach i koszuli. Marysia w białym bodziaku. Zero stylizacji. One - z idealnie wyżelowanymi brwiami, w ogrodniczkach i bluzkach w paski. Dzieci ubrane w dopasowane stroje z najnowszych kolekcji niezależnych marek odzieżowych (z naturalnych ekologicznych materiałów). Miałam nadzieję na rozmowę o tym, jak sprawić, żeby niemowlęta dłużej spały, ale niestety większość omawianych tematów była mi bardzo daleka. Najlepszym wyznacznikiem tego spotkania było to, że kiedy poprosiłam jedną dziewczynę ze starszym dzieckiem, czy mogłaby potrzymać Marysię przez chwilę na rękach, żebym mogła iść do łazienki, ta spojrzała na nią, jak na cykającą bombę i zgodziła się, ale po dłuższym zastanowieniu.

Na tym samym spotkaniu Marysia zwymiotowała na mnie i miałam całą bluzkę w mlecznym twarożku (śmierdzącym). Od tamtej pory nosiłam w plecaku dodatkową bluzkę też dla mnie, a nie tylko dla niej.

3. Mamy inne cele 


Do końca nie wiem, co jest celem instamatek, ale podejrzewam, że jest nim popularność, kreacja życia idealnego, lekkiego i pełnego radośći. Macierzyństwa, które jest tylko błogosławieństwem, bez skazy trudu czy jakichkolwiek przeszkód. Od czasu do czasu pojawi się jakiś wpis na temat pamiętania o sobie (sponosrowany przez luksusowe świeczki pachnące). Moim celem na instagramie było po pierwsze stworzenie wizualnego dziennika mojego życia, który byłby spójny i estetyczny i połączenie się z osobami, które wspierałyby mnie na mojej drodze macierzyństwa, pracy, kreatywności.

4. Squad i gang są iluzją 

W byciu matką bardzo łatwo jest się poczuć wykluczonym. Nie dokarmiam butelką, więc nie mogę się kolegować z koleżankami, które to robią. Nie daje się wypłakać dziecku w nocy, więc nie chcę słyszeć historii od matki, która śpi 9 godzin nieprzerwanie każdej nocy. Moje dziecko nie toleruje wózka, więc nie rozumiem tych matek, które wydają fortunę na najnowszy Bugaboo. 

Jest jeszcze wiele innych aspektów rodzicielstwa, które mogą podzielić matki na pewne podgrupy. W internecie często odnosiłam wrażenie, że wszystkie inne matki miały swój squad albo gang. Chodziły razem na kawę, na spacery, miały swoje grupy na Whatsapp i wspierały się każdego dnia w swoich trudach. Były antidotum na samotność jaka ogarnia człowieka, który przez 12 godzin dziennie tylko daje, a niewiele otrzymuje w zamian. 

Moim squadem na macierzyńskim była pani z lizakiem na przejściu dla pieszych, którą mijałam każdego dnia wychodząc na spacer, baristka w lokalnej kawiarni, która znała moje zamówienie na kawę, pan z hiszpanii na kasie w Tesco, którego żona była na początku ciąży, kiedy ja urodziłam już Marysię i kilka lekarek z UK, które poznałam na twitterze i do tej pory nie poznałam ich na żywo, ale od prawie dwóch lat codziennie rozmawiamy w naszej grupie na FB. Po jakimś czasie poznałam jedną koleżankę z pracy, z którą w dalszych miesiącach macierzyńskiego spędziłyśmy wiele czasu razem. 

Przez pierwsze cztery miesiące życia Marysi w ciągu dnia rozmawiałam tylko z tymi obcymi mi ludźmi i nawet takiemu introwertykowi, jak ja brakowało ludzkiego kontaktu. Instamatki, które dawały wrażenie, że nie tylko wszystko już wiedzą na temat macierzyństwa, ale mają jeszcze za sobą grupę wsparcia, której ja tak bardzo pragnęłam były moim codziennym przypomnieniem o moich brakach. 

W czasie czwartego trymestru moje uczucia były natężone hormonami, skrajnym brakiem snu, depresją po-porodową. Teraz wiem, że squad i gang internetowy rzadko jest rzetelnym odzwierciedleniem rzeczywistości. 

Internet może nas inspirować i łączyć, ale może też sprawić, że czujemy się najbardziej samotne, zaniedbane, niewyspane i nieadekwatne na całym świecie. 

Może nadszedł czas, gdzie każda matka będzie zaproszona do tego samego stołu na stołówce. Niezależnie od tego czy jest instamatką, bloger matką, chustomatką, matką wielodzietną, czy matką po raz pierwszy. 

Tak naprawdę każda z nas stara się tylko przeżyć kolejny dzień i podtrzymać przy życiu to zawiniątko, które wylądowało w naszych ramionach. 


Morałem tego wpisu, jest to, że internet jest miejscem podświadomego porównywania się z innymi, czy tego chcemy czy nie.  


Podrzędnym morałem jest to: jeśli znasz nową mamę, spytaj ją jak się czuje i potrzymaj jej dziecko, żeby mogła iść do łazienki.