Początek


A co jeśli to będzie bardzo dziwne? Seksualne? Nie daj boże przyjemne? 


Czytam książkę Iny May o karmieniu piersią i zaskakuje mnie do jakich sposobów uciekają się kobiety, żeby nadal karmić. Mimo bolesnych piersi, zapalenia, powstawania ropni, dziecka jedzącego tylko kiedy mama stoi. Zastanawiam się dlaczego tak bardzo tego chcą? Czy ja też będę tak chciała? Czy będę wiedziała co robić? Jedyne, o co się nie martwię to czy będę miała wystarczająco dużo pokarmu. 

Czytam artykuły naukowe o tym, że przez pierwsze dni karmienia nie liczy się ile dziecko zje, tylko jak często przystawia się je do piersi. Rodzę Marysię. Kładą mi jej ciepłe miękkie ciałko na klatce piersiowej. Przystawiam ją do piersi. Ssie pomału i zasypia. 

Ja jestem chora więc idzie przytulić się do Kuby. 

Następnej nocy na intensywnej terapii Mania strasznie płacze. Nie umiem jej przystawić. Wciskam guzik i położna przychodzi mi pomóc. Nie daje rady jej uspokoić. Noszę ją na jednej ręcę a torbę od cewnika na drugiej.  Szwy mnie bolą. Zastanawiam się ile jeszcze jestem w stanie znieść. Koleżance obok zabrały położne dziecko, bo karmi butelką i śpi spokojnie. Zazdroszczę. Pytam czy wezmą Manię na godzinkę. Mogą jej dać butelkę. Piszę do Kuby smsa z przeprosinami. 

Zawiodłam moją córkę w pierwszej dobie jej życia. 

Pierwsze dni


Ssie ssie ssie, przerwa. Ssie ssie ssie przerwa. Tak, jak miało być. Tak, jak nas uczyła położna na szkole rodzenia. Pewnie jest głodna. Nakarm ją. Gosia ona płacze. Dopiero, co jadła. Szeroko kochanie, otwórz usteczka. Jeszcze raz. Przystawiam do piersi i zdejmuje, bo ból jest nie do zniesienia. Sutek jest zniekształcony, jak szminka. Boli jakby elektryczność przechodziła przez moje ciało, przy każdym przystawieniu zamykam oczy i ruszam palcami u nóg z bólu. 

Po paru pierwszych dniach uczymy się obie o co chodzi. Idziemy do poradni karmienia piersią. Cierpliwa położna pokazuje mi jak karmić. Najważniejszy punkt - mamie musi być wygodnie. Relaks, odprężenie, lekkie odchylenie do tyłu, żeby nie bolały plecy. Szkoda, że w szpitalu nikt mi tego nie pokazał. Niepotrzebne żadne poduszki laktacyjne, wystarczy zwykła poduszka za plecami. Kuba jest zawsze przy nas, moje zadanie to karmienie. Reszta się nie liczy. 

Spędzam całe dnie na bujanym fotelu, czytam fora internetowe o tym kiedy dziecko zacznie spać. Nadal od czasu do czasu mam ataki paniki. Czasem muszę zmieniać piżamę kilka razy w nocy, to hormony po porodzie na nowo znajdują swój prawidłowy poziom w organizmie. Daj sobie 8 tygodni, conajmniej 8 tygodni mówi moja mama, i znów oddycham spokojnie. 

Mania wygląda jakby była pijana po każdym karmieniu. Odpada od piersi sama i wyciąga swoją malutką główkę, jak żółwik. Łysiutka i ze szparkami zamiast oczu. 



Pierwsze tygodnie


Około 6 tygodnia umiem już karmić na zewnątrz. Jedna bluzka pod spodem, na to luźniejsza bluzka na wierzch. Nic nie widać. Podchodzi do mnie kobieta z niemieckim akcentem - dziękuję, że karmisz poza domem, za mało tego widać w tym kraju. Świetna robota. Płaczę ze wzruszenia. Między karmieniami piersi mam twarde, jak kamienie. Bolesne. Ulgę przynosi tylko przystawienie Mani do piersi. Obie jesteśmy szczęśliwe. Ja pomagam jej,  a ona mnie. 

Pierwsze miesiące


Jedziemy na weekend do Kopenhagi i Malmo odwiedzić znajomych. Nie bierzemy żadnych butelek ani rzeczy do jedzenia dla Mani. Wózka też nie, najszczęśliwsza jest w chuście na mnie albo na Kubie, na brzuchu albo na plecach. 

W nocy budzi się co dwie godziny na karmienie, to lepiej niż co godzinę. Mam worki pod oczami, jak nigdy dotąd. Mania uwielbia mleko, patrzy na mnie wielkimi brązowymi oczami jakbym była najpiękniejszą rzeczą na świecie. Czasem czuję, że chciałabym ją móc zostawić na dłuższy czas i nie myśleć o tym, czy jest głodna. Żeby ktoś inny mógł podzielić ze mną tą odpowiedzialność. Ona odmawia butelki. Nie chce nawet mojego mleka w żaden inny sposób. 

Umawiam się z Kathrine na Jezioro Łabędzie. Zakładam sukienkę, rajstopy, karmię Manię do syta przed wyjściem, moja mama z nią zostaje. W czasie uwertury sprawdzam telefon - wracaj, nie może się uspokoić. Biorę taksówkę z teatru i wracam do mojej szlochającej paromiesięcznej córki. Za wcześnie jeszcze. Dobrze jest być jej całym światem, a jednocześnie jest to przerażające. 

Monika pisze mi, że już niedługo tak będzie. Że za pół roku będzie już inne jedzenie, inni członkowie rodziny, którzy są czasem nawet lepsi niż mama i tata. To tylko faza. Znajdziesz w sobie pokłady siły, nawet jeśli myślisz, że dotknęłaś już samego dna. Basia pisze - nie będzie łatwiej, ale ty znajdziesz sposoby, żeby sobie radzić. Znajduję. 

Drugie pół roku 


Przekręcam się na bok, podnoszę bluzkę i śpię dalej. Tak wygląda karmienie piersią w nocy. Mój cel to nie wychodzić z łóżka aż do rana. Poza kilkoma razami, kiedy od 1 do 3 Kuba siedzi z Manią w dużym pokoju na podłodze i próbuje nie zasnąć, bo nagle dziecko myśli, że noc dzieli się na dwie części z długą przerwą w środku, śpimy już trochę lepiej. 

Karmię wszędzie, w kawiarni, w autobusie, w ogrodzie botanicznym na trawie. Jesteśmy z Manią zgranym zespołem i mistrzami kamuflażu. Czasem mnie zdradza i odrywa głowę nagle od piersi, nic na to nie poradzę. Dziecko musi zjeść, nie obchodzi mnie, co myślą inni. Staram się być dyskretna, ale czasem nie wychodzi. Jak patrzą za bardzo uważnie, to i za dużo zobaczą. Bardziej stresuję się karmieniem poza domem w Polsce niż w UK. 

W Złotych Trasach pani ochroniarz każe mi iść do pokoju dziecięcego. Karmię tuż przed wejściem do pokoju siedząc na ławce, bo był zajęty, kiedy Mania akurat chciała zacząć jeść i nie chciałam się już przenosić. Odmawiam i karmię dalej. 

Mania płacze na ślubie mojego brata. Idę na koniec kościoła i karmię ją w ostatniej ławce. W czasie przysięgi jest piękna cisza w kościele. A ja mam okazję się wzruszyć na spokojnie, bo moje dziecko jest szczęśliwe. Patrzę na jej udka w białych rajstopkach - to wszystko dzięki mnie. Każda fałdka pochodzi ode mnie. Duma. 

Powrót do pacy 


Pracuję na oddziale chirurgi piersi. Większość mojej pracy to opieka nad kobietami, które mają planowane operacje piersi, głównie z powodu raka. W przychodni przyjmujemy też kobiety, które maja zapalenie piersi, ropnie, zastoje, powikłania karmienia. 

Mania nie śpi w nocy. Chce ciągle jeść, nadrabia stracony w ciągu dnia czas, potrzebuje mojej bliskości. W pracy nie mam czasu odciągać mleka. Przyjmuję kobietę do oddziału z zapaleniem piersi i czuje jak moje są tak twarde, że nie marzę o niczym innym jak o moim laktatorze schowanym w torebce. Dostaje zapalenia piersi opiekując się kobietami z zapaleniem piersi. Ironia losu, skutek uboczny mojego zawodu. 

Jadę na konferencję z pracy do Aberdeen. Pierwszy dzień poza domem odkąd Mania się urodziła. 12 godzin oddzielnie. Zapominam laktatora. Piersi znów jak kamienie. Zastanawiam się czy to widać, czy tylko czuć. Skóra jest napięta, zaczyna się zaczerwieniać, oby nie kolejne zapalenie. Wracam do domu a Mania ma gorączkę. Nie chce jeść, nie chce do mnie, jest obrażona? Jedziemy na A&E, ma zapalenie pęcherza. Karmię ją w końcu. Znów ulga. Jestem zmęczona. 

Drugi rok 


Wracam z pracy a Mania biegnie do mnie jak najszybciej. Kładziemy się w pokoju na łóżku i ją karmię. Zjednoczenie po długim dniu rozstania. Karmię ją do snu, zasypia spokojnie. Odkładam, wiem, że obudzi się w nocy wiele razy, ale mi to nie przeszkadza, tak za nią tęsknię w ciągu dnia. 

Nie zastanawiam się czy dalej karmić, po prostu to robię. Tak jakoś wyszło, że mi to nie przeszkadza, a ona tego wyraźnie potrzebuje. Znajomi śmieją się z matek, które karmią po pierwszym roku życia. Moi znajomi lekarze - przeraża mnie to. 

Na całym świecie dzieci jedzą mleko mamy do 3-4 roku życia, w dawnych czasach prawdopodobnie jeszcze dłużej. Matka robi to tylko dla siebie - mówią niektórzy. Co za patologia! Chce uzależnić od siebie dziecko. To obrzydliwe, podchodzi pod molestowanie, no dobra, prawie molestowanie. Przecież dla takiego dużego dziecka to już są tylko piersi, a piersi to seks. 

Nie wiem co czym oni mówią. Dla nas nie ma nic bardziej naturalnego, moja bliskość jest wszystkim, co Mania zna. Mój zapach, moja miękkość skóry, bicie serca w tle. 

Przez pierwszy rok byłyśmy nierozłączne, teraz jesteśmy razem tylko przez pół doby, a ona nadal mnie potrzebuje. 

Odstawienie 


Mamy z Kubą swój kod. Na mleko mówimy ML, żeby nie wiedziała o co chodzi. Kuba pyta - chcesz jej teraz dać ML czy mam ją wziąć? 

Zaczynam nocne dyżury, martwię się jak to będzie, a ona śpi całą noc. Widocznie jest już gotowa. Wyprowadzam się na kanapę na parę dni i tak odstawiamy ją od piersi na noce. 

Zaczyna spać bez przerwy. Niesamowite, oboje jesteśmy bardzo zaskoczeni. Około jej drugich urodzin postanawiam, że już nie mam więcej siły. 

Mamo mleka. Mleko? - pyta z nadzieją w głosie. A ja mówię : skończyło się Maniu, chcesz się przytulić? Na początku protestuje - nie, mleko, mleko, mleko? W końcu się przytula i głaszczę ją po plecach. I znów jesteśmy razem. Budzi się i mówi : mamo mleka, mamo mleka. Po czym sama mówi: przytulić. Kładzie się na mnie całym ciałkiem, jak mała żaba. 



PS. Początki to było coś strasznie trudnego, wymieniłam z koleżankami miliony wiadomości analizując każde dziwne zachowanie dziecka, sposoby przystawiania, ilość karmienia na dobę, rodzaje kupek, ból sutków, ból piersi. Marzyłam o wolności, ale z wielu względów nie chciałam karmić sztucznie. W moim macierzyństwie kieruję się dwiema rzeczami - intuicją i nauką. Obie jasno mi wskazały, że karmienie piersią to najlepszy wybór dla mnie i mojego dziecka. Nie było łatwe, ale było warto. Cholernie warto.