Zimowy wypad nad morze w Szkocji - 20 zdjęć.

Jedną z zalet mojej pracy jest to, że dzieli się na okresy zajęte i okresy odpoczynku. Po ciągu 60h pracy, w zeszłym tygodniu miałam 3 dni wolnego i postanowiliśmy wykorzystać kupon na pobyt w małym domku nad morzem na południu Szkocji w rejonie Dumfries and Galloway.





Rano poszliśmy na kawę we dwoje, bo Marysia była na 1.5h w przedszkolu na sesji zapoznawczej, potem wsiedliśmy w samochód i do dźwieku muzyki z serialu The Crown jechaliśmy przez zaśnieżone pagórki w stronę Glasgow i dalej na południe.

Dojechaliśmy już po zmroku. Poszliśmy wcześnie spać a kiedy rano otworzyliśmy zasłony powitał nas pastelowy wschód słońca.






Odkąd mamy dziecko nasze wyjazdy toczą się zupełnie innym tempem. Często nie szukamy nawet żadnych ciekawych punktów do odwiedzenia, polegamy na poleceniach właścicieli miejsc, w których się znajdujemy. W tym wypadku nie mieliśmy żadnych oczekiwań poza spędzeniem czasu razem jako rodzina.

Nasz domek był zupełnie nowy, drewniany z zewnątrz i ładnie wyposażony od wewnątrz. Brakowało nam trochę oddzielonego miejsca do siedzenia i małej kuchni. Spędziliśmy leniwy poranek i poszliśmy pod stromą górkę do kawiarenki na śniadanie.







Dla mnie jajka po benedyktyńsku na łososiu z lokalnej wędzarni, a dla Kuby naleśniki z bekonem. Widok z kawiarni przypominał mi widoku morza z hotelu, w którym się zatrzymaliśmy w Patagonii.

Po śniadaniu mieliśmy pojechać na spacer do artystycznego miasteczka Kirkcudbright, ale Mania zasnęła nam w drodze, więc posłuchaliśmy muzyki filmowej jeżdżąc po okolicy i wróciliśmy do domku na kilka odcinków The Crown (domek miał Netflixa).










Po południu pogoda była paskudna, więc jedyną atrakcją było układanie puzli z Muminkami na podłodze i wycieczka na pizzę do miasteczka. W okolicy było dużo bardzo dobrych restauracji, ale mieliśmy tylko ubrania sportowe i z Marysią nie chcieliśmy ryzykować wyjścia do restauracji, bo już było dość późno.

Następnego dnia wróciliśmy do Edynburga. Mimo, że nic nie zrobiliśmy ani nie zobaczyliśmy to był bardzo przyjemny wyjazd. Spędziliśmy czas razem jako rodzina, dobrze przespaliśmy dwie noce, mieliśmy okazję porozmawiać w samochodzie, kiedy Mania spała. Krajobrazy były przepiękne. Polecam Wam Szkocję zimą, jest bajeczna.

Zmiana oczekiwań i zwolnienie tempa sprawiają, że wycieczki z dzieckiem mają dla mnie sens i przynoszą dużo przyjemności. A śmiech dziecka jest najlepszym dodatkiem do każdej podróży. Na początku stycznia mamy w planach pierwszy wyjazd bez Mani - też się nie mogę go doczekać, ale jednak lepiej się czuję psychicznie kiedy wiem, że jest niedaleko.

Jak będzie? Zobaczymy. Mieszane uczucia to jedyny pewnik w tym przypadku. Jeśli macie dzieci, ile miały lat (miesięcy) kiedy pierwszy raz wyjechaliście sami?

Szczegóły wyjazdu: 


2. Miasteczko Kirkcudbright 


Follow my blog with Bloglovin