Po dwóch tygodniach urlopu wydaje mi się, że jest wszędzie: w telewizji, w mediach społecznościowych, w silnym ramieniu chłopaka, który tak mocno naparł na mnie na chodniku, że straciłam równowagę. Szukam w świecie łagodności. Ostatnio na próżno.

Po wczorajszej tragedii w Gdańsku głosy nienawiści zaczęły dobiegać z ust
, z których nigdy bym się ich nie spodziewała. Miliony ludzi posądzane są o nienawiść w komentarzach przesyconych nią na wskroś. Tak jak napisał Konrad — nazywana hejtem brzmi dużo łagodniej, może nawet zabawnie. Płytko. Mniej poważnie. Jest prawie usprawiedliwiona.

Zbyt łatwo uzasadniana, pod angielskim pseudonimem panoszy się nawet wśród naszych bliskich.

Nienawiść ma to do siebie, że tak jak jej przeciwieństwo, miłość, może popchnąć do działania. Ma w sobie cechę spontaniczności. Staje się przerażającym natchnieniem i zachętą.

Fala nienawiści, jaka wylewa się ostatnio w internecie, jest dla mnie nie do pojęcia. A jeszcze gorszy jest brak zrozumienia tych, którzy ją wylewają. Brak przyznania się do tego, że posądzanie milionów ludzi o złe zamiary tylko ze względu na ich religię jest krzywdzące. Że polubienie zdjęcia szydzącego z imigrantów nie jest w porządku. Że przekonanie o wyższości twojej religii, twojego stylu życia, twoich wyborów jest tylko tym: przekonaniem. Nie jest natomiast przyzwoleniem na nienawiść do tych, których wybory są inne od twoich.

Czy nienawiść wpisana jest w religię? Czy eliminacja religii byłaby równoznaczna z eliminacją nienawiści?

Nie.

Klikając na fejsbuku kciuk wymierzony w niebo pod wpisem wyśmiewającym homoseksualistę stajesz się coraz bardziej podobny do terrorysty, który kieruje ku niebu czarną flagę i z okrzykiem na ustach wbiega do jednej z paryskich restauracji w dziesiątej dzielnicy. I do człowieka w czarnej kurtce, który wbiega na scenę, zabija i podnosi ręce w radości i triumfie.

Nienawiść to nienawiść. Czy twoja do Syryjczyka, do homoseksualisty, do kobiety, która zdecydowała się na aborcję; czy nienawiść białego mężczyzny, który pewnego wieczoru wtargnął na scenę i zabił z radością w oczach..





W. Szymborska

Nienawiść


Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia -
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna -
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.





Jeśli nie możesz się zdobyć na miłość, zdobądź się, chociaż na łagodność.

***

Ten wpis opublikowałam po raz pierwszy po zamachu na siedzibie magazynu satyrycznego Charlie Hebdo w Paryżu, który miał miejsce 7 stycznia 2015 roku. Słowa wiersza Szymborskiej docierają do mnie za każdym razem, kiedy zatrzymuję się nad swoimi negatywnymi uczuciami wobec kogoś. W nienawiści jest coś pociągającego dla ludzi i to mnie przeraża, bo sama jestem człowiekiem.